Sw.Rita - święta od spraw trudnych i beznadziejnych. Święta od róż. Margarita,średniowieczna Włoszka,stygmatyczka.
Gdybym posiadała dar,
dar odczytywania znaków,zapewne moja ręka byłaby cała,a nie jak szmacianka posrubowana ,pękata jak stalowy balon.
To co próbuje dźwigać jest jak obce ciało,cięższe i pokręcone.
W Krakowie, na Kazimierzu jest koscioł św. Katarzyny gdzie każdego 22 dnia miesiąca odbywa się msza do św.Rity. Mielismy okazję ostatnimi dniami grudnia zobaczyć to miejsce. Stoi tam też Rosarium św. Rity...wokół świętej za życia roztczała się woń róż.
Rosarium i historia świetej utkwila mi w pamieci,lecz umysł moj niedoskonaly żadnego użytku z tej wiedzy nie uczynil...
ot i co.
Ech wonni święci.Rita różami,ojciec Pio fiołkami..a w "Jaśminum zakonnicy roztaczali zapach czeremchy wiśni i śliwy. Magiczne.
Pochlonely mnie ksiazki-opowiadnia Erica Emmanuela Schmitta, dlatego kupilam kolejną pt."Trucicielka". Cóż, opowiadania o przypadkach beznadziejnych,w sposób przewrotny autor puszcza oko czytelnikowi,bo za sprawa św. Rity wszystkie historie mają "beznadziejnie" dobre zakończenie.
Sw.Rita być może tym przmawiała i do mnie ,lecz cóż ja czlowiek marny zrozumieć mogę z planu Bozego?.
A może przypadek moj "beznadziejny" odczytać mam jako przestrogę? I odpłynąć w refleksji nad kruchością życia....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz