Popularne posty

środa, 1 października 2014

Przerażająca Azja

"Wychodząc z trawy wyższej od mnie, ujrzałem ich
na polanie: nieruchomego chłopczyka skulonego nad swoimi odchodami, innego chłopca, już
zobojętniałego, obok zwłok mężczyzny z dłońmi zesztywniałymi w powietrzu, kobiety
wstrząsane drgawkami pod palącym słońcem, wysuszającym ostatiTTe kałuże i szybko
rozkładającym ciała.
Widziałem ich wszędzie, a tych, których nie widziałem, instynktownie wyczuwałem w
każdych zaroślach. Mężczyźni, kobiety, dzieci w wieku moich własnych dzieci, dziesiątkami,
setkami rozrzuceni po lesie. Z wybałuszonymi, nieobecnymi oczami i patyczkami zamiast
nóg, zwiotczałą skórą, przykryci czarnymi szmatami przesiąkniętymi kałem i brudem,
trawieni gorączką, niezdolni uczynić choćby jeden krok więcej, leżący na ziemi byle gdzie, tu
i tam, niczym wielkie ptaki w samym środku bujnej tropikalnej roślinności. Wycieńczeni
przez tę starą jak świat, a przez nas już zapomnianą plagę, którą nazywaliśmy „głodem".
Byli częścią dużej grupy obozującej tu przed paroma dniami. Kiedy większość poszła dalej,
oni zostali bez swoich tobołków, bez mat, bez wody. Najsilniejsi podzielili się ich ostatnimi
ubraniami. Porzuceni w lesie nie płakali, nie błagali o pomoc; większość należała już do
innego świata.
Cisza była rozdzierająca. Do umarłych można się szybko przyzwyczaić, do umierających
nie. Widok umierających jest nie do zniesienia, zwłaszcza jeśli się wie, że można by ich
uratować. Droga znajdowała się w odległości zaledwie dwóch czy trzech kilometrów - kto
tam dotrze, ma szansę na przeżycie. Inni z nadejściem świtu nie będą się różnić od tych
pokrytych muchami albo rojącymi się robakami. Przerzucenie sobie przez plecy chudej jak
szkielet kobiety i ruszenie w drogę nie było decyzją, lecz odruchem. Leżała najbliżej moich
stóp.
Granica między Kambodżą a Tajlandią biegnie przez środek pięknej równiny
soczystozielonych lasów, gdzieniegdzie przeciętej wierzchołkiem jakiegoś wzgórza, również
pokrytego niezgłębioną gęstwiną. Od miesięcy, ogromnymi falami, tysiące Kambodżan,
którym głód, choroby i strach odebrały rozsądek, ruszają na zachód i wchodzą niczym armia
żywych trupów do dzikiego świata buszu, będącego ogromnym cmentarzyskiem. "
fr "W Azji" Terzani Tiziano

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz